Głębszy sens kryzysu

źródło: Pixabay

Każdy kryzys jest stanem nieprzyjemnym z racji zburzenia starego porządku i utraty przez nasz umysł punktu zaczepienia. Poczucie straty przyprawia o żal, zawód, niezgodę, bezsens, usuwa grunt spod nóg. Nieznajomość nowego porządku spraw napawa lękiem, rodzi niepokój, a w skrajnych przypadkach roszczeniowość, poczucie winy, poczucie niewystarczalności, depresję czy samobójstwo.


Od strony biologicznej kryzys jest przeżywany w systemie człowieka jako poczucie zagrożenia. Ego szaleje na skutek zburzenia znanej i przewidywalnej strefy komfortu. Zauważmy, że strefa komfortu nie musi oznaczać luksusowego socjalu i wsparcia od najbliższych. Strefa komfortu to także patologiczne rodziny, które żyjąc w iluzji bliskości wszelkimi sposobami utrzymują system zwany rodziną. Strefa komfortu dotyczy też życia od zasiłku do zasiłku, wszystko co pomiędzy wypełnia jedynie nędzną stabilizację nieświadomego obywatela. Strefa komfortu to też trwanie w toksycznych relacjach, które zdają się być mniej bolesne, niż odwaga zmierzenia się z własną traumą, która leży u podstaw trwania o owej toksycznej relacji. Strefa komfortu może być też luksusowym życiem za plecami innych, byle tylko nie stanąć w swej mocy i odpowiedzialności za swoje życie. Generalnie kryzys jest swoistym koktajlem Mołotowa, który wpada w nasze życie i nie pytając właściciela lokalu robi rozpierduchę. Przyznasz, że może to boleć i doprowadzać do czarnej rozpaczy.


Ten wpis właśnie ma intencję pokazania innej i zarazem głębszej perspektywy kryzysów w naszym życiu. Rozłóżmy ten temat na czynniki pierwsze, być może wtedy dostrzeżesz więcej.


Po pierwsze: skoro kryzys burzy stary porządek to znaczy, że przestał on być porządkiem. Natura najpiękniej i najmądrzej ustala wciąż nowy porządek rzeczy. Przyjrzyj się porom roku, rodzeniu się i umieraniu, budowaniu i burzeniu, anabolizmowi i katabolizmowi, miłości i nienawiści, dniu i nocy etc. Pewne procesy wykonały się i przyszedł czas na nowe, inne. Teraz nowy porządek jest sytuacją, którą uznasz za swoją strefę komfortu. I radzę Ci nie przyzwyczajać się do niej, gdyż kolejny rozłam, etap czy życiowy zakręt przeżyjesz mniej boleśnie będąc świadomy początku i końca wszystkiego. Traktuj czas od kryzysu do kryzysu jako etap rozwojowy.


Po drugie: cały rozwój wynika z nadrzędnego prawa ewolucji. Wyobraź sobie wszechświat jako spiralę, która zatacza co raz szersze kręgi i wznosi się ku górze. Można powiedzieć od zarania dziejów do skończenia świata, od piekła do nieba, od czakry podstawy do czakry korony, od świata lumen do świata lux, od grzechu do świętości, od pierwociny do transcendencji, od larwy do motyla etc. I chociaż ludzkości nie znany jest ani początek ani koniec, niepodważalnym jest, że czujemy ewolucję świata. Uznajmy zatem, iż czas zakrętu ruchu ewolucyjnego po owej spirali jest właśnie takim kryzysem, by nadeszło nowe. Podobny stan w skali mikro odczuwamy jadąc prostą znaną drogą lub jadąc zakrętami drogą zupełnie nie znaną. Nie daj się jako świadomość, aby wyrzuciło Cię na zakręcie. Owym wypadkiem będzie depresja czy samobójstwo. Lekkim poobijaniem będzie roszczeniowość, szukanie winnych, niezgoda. Mądrością będzie potraktować kryzys jako okazję w przebraniu.


Po trzecie: każdy kryzys daje nam nowy starter, nowe możliwości, nowe jakości, czystą kartkę. Zauważ, ile rzeczy przeszkadza Ci w rozwoju i byciu szczęśliwym. Na przykładzie 20 latka przypomnij sobie, jak łatwo podejmowałeś decyzję, gdy nie miałeś nic do stracenia. Rzeczy, stanowiska, układy, zobowiązania bardziej przeszkadzają niż pomagają na drodze do szczęścia. Przeciętny 20 latek zabiera ze sobą na nowy etap rozwojowy głównie zasoby własne, nie majątek. Ryzykuje nowy etap rozwojowy, gdyż nie ma zbyt wielu przeszkadzaczy. Przeciętny 40 latek jest już mistrzem w racjonalizacji i prokrastynacji, gdyż tak na prawdę boi się utraty dóbr wypracowanych dzięki swoim zasobom lub co gorsza mechanizmom obronnym. Dlaczego więc tak źle znosimy kryzysy, czyżbyśmy się bali wyczerpywalności naszych zasobów wewnętrznych czy jednak boimy się, że dostaniemy etykietę nieudacznika, a może czujemy, że kryzys ogołoci nas z iluzji szczęścia. Co by nie było, dostrzeż, że kryzys to szansa na zupełnie nowy początek rzeczy.


Po czwarte: każdy nowy początek rzeczy to nie tylko lęk przed nieznanym, ale również ekscytacja. Możesz świadomie zamienić lęk na ekscytację i pytać życie, co masz dla mnie lepszego. Gdy nauczysz się przekraczać sam siebie, gdy będziesz wciąż doświadczał nowych i nowych rzeczy, dasz sobie możliwość poznawania siebie i w pakiecie zmniejszysz lęk przed życiem i wyzwaniami. Przyzwyczaisz się do odwiecznej prawdy, że jedyna pewna rzecz w życiu, to zmiana. Zaczniesz widzieć śmierć jako początek wszystkiego. To wysoki, ale osiągalny lewel świadomości. Kryzysy właśnie robią trening naszemu ego, aby nie umarło ze strachu, gdy nadejdzie śmierć (uśmiech).


Po piąte: znasz tak zwane dojście do muru. Wydaje się wówczas, że wszystko wypaliło się i straciło sens. Nie poddawaj się w takich chwilach, tylko wyobraź sobie, że owy mur to informacja, że Twoja droga do szczęścia właśnie zmienia kierunek. Jeśli Cię to nie przekonuje, to podaj mi taką trasę, która nie posiada zakrętów. Gdy odbijesz się od muru boleśnie lub szybko usłuchasz, że prosto to tędy, przekonasz się, że ten mur był niezbędny do dalszego wzrostu. Tu rodzi się pytanie, dlaczego jedni przechodzą większe kryzysy a ani zdają się bezboleśnie płynąć przez życie? Niech to będzie nasze po szóste!.


Po szóste: widzenie kryzysu tylko z jednej perspektywy w kategoriach porażki, bezsensu, zawodu, powoduje bicie głową w owy mur tak długo, aż sami wywołamy trzęsienie ziemi ilością drgań. Widocznie nieuleczalnie uparte jednostki przymusić do zmiany może jedynie totalny wstrząs, trzęsienie ziemi, kryzys, rozpad i chaos. Takie kreacje znane są ludzkości pod postacią chorób, wojen, zarazy, krachów gospodarczych. Osobiście nazywam to pociągnięciem za lejce przez samego Boga, gdy człowiek zamierzał wykoleić się z nadrzędnych struktur wszechświata.


Pewnie znalazłoby się po siódme i po ósme, ale intencją tego wpisu jest jedynie zarysowanie mnogości perspektyw widzenia kryzysu, nie tylko bolesnego dla ego strony naruszenia znanej strefy komfortu.


Gdy będziesz uważny, dostrzeżesz że greckie krisis znaczy nie tylko walkę, zmaganie się, decydowanie pod presja czasu, ale też wybór!


Czyż to nie wspaniałe, że mamy w końcu przestrzeń na świadomy wybór. Kryzys wybawił nie jednego człowieka z iluzji szczęśliwego życia. Tacy ludzie są wdzięczni swoim kryzysom dozgonnie.


Szanowny czytelniku wiedz, że jeśli kryzys zagościł w Twoim życiu, to w najgłębszym sensie oznacza to, że wszechświat już dłużej nie pozwala byś był nieszczęśliwy. Siłą wstrząsu odbiera Ci wszystkie przeszkadzacze, odziera z iluzji szczęścia i daje możliwość świadomego wyboru dalszej drogi.


Życzę Ci, aby każdy Twój wybór był zgodny z drogą Twojej duszy. Jeśli nie przetorujesz drogi dla duszy swoją świadomością, zrobi to za Ciebie kryzys.


Nie masz wyjścia, jak tylko być szczęśliwym!.

notifications_none

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

clear